Szukaj
 
 

Display results as :
 


Rechercher Advanced Search

Wizyt
Liczniki
Marzec 2010
PonWtoSroCzwPiąSobNie
1234567
891011121314
15161718192021
22232425262728
293031    

Calendar Calendar


Gościliśmy Regional Geographic!

Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down

Gościliśmy Regional Geographic!

Pisanie  Admin on Pon Sie 31, 2009 12:02 pm

Artykuł z pisma Regional Geographic.



Gościmy tu na zaproszenie stowarzyszenia, o którym kilka słów opowie
Pan Mariusz Fryckowski – v-ce Prezesa Stowarzyszenia Miłośników Historii Borów Tucholskich „Historia i Pamięć”.

Cel stowarzyszenia zawarty (określony)jest w krótkim motto tej organizacji – „ocalić od zapomnienia”.

Pan Mariusz to wysoki uśmiechnięty mężczyzna. Posrebrzone siwizną skronie stwarzają wokół niego atmosferę sympatii i zaufania. Wyrósł w regionie, w którym mieszka, działa i - jak mówi - otaczająca go mistyka Borów Tucholskich wraz z burzliwą historią stwarzają romantyczny koktajl, którym chciałby poczęstować mieszkańców regionu...

Jest jednym z nielicznych w naszych czasach, którzy chcieliby podzielić się swoją wiedzą, i którzy nie mogą spać spokojnie póki nie odkryją przykrytych osadem czasu pamiątek wydarzeń, o których opowieści stworzą, że Bory Tucholskie nie tylko piękne a coraz ciekawsze być zaczną.

Los chciał, że przyjaciel Pana Mariusza – Pan Zbigniew Kabat – Tucholanin, obecny Prezes Stowarzyszenia miał takie same rozterki i kwestią niedługiego czasu było stwierdzenie, że już najwyższy czas aby coś zrobić.

Pierwsze spotkanie wyznaczyli w pizzerii „Verona”, które to miejsce do dzisiaj jest stałym miejscem spotkań powstałego stowarzyszenia. Było to 15 listopada 2008 r.

- „ Nie spodziewaliśmy się, że na pierwsze spotkanie przyjdzie tak dużo ludzi, i że w sposób zupełnie naturalny i spontaniczny nasz pomysł się urzeczywistni.
Okazało się, że wśród członków stowarzyszenia znalazły się osoby o różnych specjalnościach.

Jednak dla matematyków, fizyków, chemików, koniarzy, płetwonurków czy reprezentantów sportów ekstremalnych wspólnym mianownikiem jest historia regionu.
Dopiero podczas wspólnych działań w ramach stowarzyszenia zaczęliśmy się poznawać bliżej.

-„Pamiętam nasz pierwszy wyjazd do Sokola Kuźnicy. Po powrocie byliśmy już scementowani i - jak mi się wydaje - mocną, poważną a jednocześnie sympatyczną grupą.

Podczas tego wyjazdu znaleźliśmy zatopione fragmenty mostu Guderiana. Ta przygoda i sukces stały się przyczynkiem do planowania i realizacji następnych wypraw.

W miejscowości Mylof znaleźliśmy zatopione ruiny młyna wodnego. Teraz pracujemy nad dużym przedsięwzięciem mającym na celu odkrycie nieznanych wątków eksperymentalnego poligonu Wunderwaffe „Heidekraut” ( „Wrzos” ) w rejonie Wierzchucina. Zaplanowany cykl prac nad tym projektem trwać będzie ok 5 lat.

Słuchając opowieści o stowarzyszeniu, przed otwierającymi się ze zdziwienia oczami, jak zjawy sprzed ponad sześćdziesięciu lat przechodzą żołnierze różnych formacji polskich i niemieckich; oraz słychać charakterystyczny klang motocykli i warkot łazików z minionych czasów. Wszystko to było elementem Pierwszego Pikniku Historycznego zorganizowanego przez Stowarzyszenie, którego głównym miejscem był ryneczek przed pizzerią a więc w samym centrum miasta.

Jak mówi Pan Mariusz –„ Chcieliśmy i wypromować naszą organizację i zainteresować mieszkańców historią.

A zainteresowanie było duże, nie tylko wojskową grochówką z prawdziwej kuchni polowej, ale także wiele osób chciało dotknąć lub przejechać się prawdziwym motocyklem z tamtych lat czy łazikiem, a i okazało się też ile prawdy jest w piosence - „ Ułani ułani malowane dzieci niejedna …”

Inscenizacja w rejonie dworca PKP miała również dużo uroku. Trzeba było widzieć zdziwienie na twarzach oczekujących pasażerów. Ogólnie wszystko to przyjęte zostało z dużą sympatią, ale jakże mogło być inaczej skoro spod daszku rogatywki zerkały oczy „Viki” (Wiktoria Pijewska).

Wśród tego wszystkiego, jak maszyna do podróżowania w czasie, stał „Błotniak”. Nie przemieszcza się on jednak w czasie lecz pod wodą. Pod wodą a nie w błocie – nazwa zgodna z tradycją pochodzi od ptaka błotniaka. W ten sposób nazywano polskie łodzie podwodne – nazwami ptaków.

Opowiadał o nim jego Twórca i pasjonat Pan Mariusz Szymański . A było komu. Wokół oryginalnego kształtu jednotonowej maszyny ciągle kręcili się ciekawscy. Można było dowiedzieć się m.in. jak powstał, jak jest napędzany, czym jest pokryty i do czego służą różne przyrządy w kabinie.

Na zakończenie żołnierze różnych formacji w zgodzie i ze śpiewem na ustach odwiedzili harcerski obóz nad Brdą. Mimo iż żar z nieba lał się potokami kalorii a pod hełmami, furażerkami i wojskowymi mundurami z chwili na chwilę tworzył się coraz bardziej specyficzny klimat dżungli amazońskiej, szczęśliwie wrócili do gościnnego domu Zbyszka Kabata, gdzie jego mama czekała już z sałatką, a grill i cień, i demobilizacja pozwoliły odpocząć oraz spokojnie pogadać o starych Polakach, Niemcach i karabinach.

Jan Kwiatoń

Admin
Admin

Liczba postów: 97
Join date: 30/01/2009

Zobacz profil autora http://stowarzyszenie.wordpress.com/

Powrót do góry Go down

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry


Permissions of this forum:
Nie możesz odpowiadać w tematach