Gościliśmy Regional Geographic!
Strona 1 z 1 • Share •
Gościliśmy Regional Geographic!
Artykuł z pisma Regional Geographic.

Gościmy tu na zaproszenie stowarzyszenia, o którym kilka słów opowie
Pan Mariusz Fryckowski – v-ce Prezesa Stowarzyszenia Miłośników Historii Borów Tucholskich „Historia i Pamięć”.
Cel stowarzyszenia zawarty (określony)jest w krótkim motto tej organizacji – „ocalić od zapomnienia”.
Pan Mariusz to wysoki uśmiechnięty mężczyzna. Posrebrzone siwizną skronie stwarzają wokół niego atmosferę sympatii i zaufania. Wyrósł w regionie, w którym mieszka, działa i - jak mówi - otaczająca go mistyka Borów Tucholskich wraz z burzliwą historią stwarzają romantyczny koktajl, którym chciałby poczęstować mieszkańców regionu...
Jest jednym z nielicznych w naszych czasach, którzy chcieliby podzielić się swoją wiedzą, i którzy nie mogą spać spokojnie póki nie odkryją przykrytych osadem czasu pamiątek wydarzeń, o których opowieści stworzą, że Bory Tucholskie nie tylko piękne a coraz ciekawsze być zaczną.
Los chciał, że przyjaciel Pana Mariusza – Pan Zbigniew Kabat – Tucholanin, obecny Prezes Stowarzyszenia miał takie same rozterki i kwestią niedługiego czasu było stwierdzenie, że już najwyższy czas aby coś zrobić.
Pierwsze spotkanie wyznaczyli w pizzerii „Verona”, które to miejsce do dzisiaj jest stałym miejscem spotkań powstałego stowarzyszenia. Było to 15 listopada 2008 r.
- „ Nie spodziewaliśmy się, że na pierwsze spotkanie przyjdzie tak dużo ludzi, i że w sposób zupełnie naturalny i spontaniczny nasz pomysł się urzeczywistni.
Okazało się, że wśród członków stowarzyszenia znalazły się osoby o różnych specjalnościach.
Jednak dla matematyków, fizyków, chemików, koniarzy, płetwonurków czy reprezentantów sportów ekstremalnych wspólnym mianownikiem jest historia regionu.
Dopiero podczas wspólnych działań w ramach stowarzyszenia zaczęliśmy się poznawać bliżej.
-„Pamiętam nasz pierwszy wyjazd do Sokola Kuźnicy. Po powrocie byliśmy już scementowani i - jak mi się wydaje - mocną, poważną a jednocześnie sympatyczną grupą.
Podczas tego wyjazdu znaleźliśmy zatopione fragmenty mostu Guderiana. Ta przygoda i sukces stały się przyczynkiem do planowania i realizacji następnych wypraw.
W miejscowości Mylof znaleźliśmy zatopione ruiny młyna wodnego. Teraz pracujemy nad dużym przedsięwzięciem mającym na celu odkrycie nieznanych wątków eksperymentalnego poligonu Wunderwaffe „Heidekraut” ( „Wrzos” ) w rejonie Wierzchucina. Zaplanowany cykl prac nad tym projektem trwać będzie ok 5 lat.
Słuchając opowieści o stowarzyszeniu, przed otwierającymi się ze zdziwienia oczami, jak zjawy sprzed ponad sześćdziesięciu lat przechodzą żołnierze różnych formacji polskich i niemieckich; oraz słychać charakterystyczny klang motocykli i warkot łazików z minionych czasów. Wszystko to było elementem Pierwszego Pikniku Historycznego zorganizowanego przez Stowarzyszenie, którego głównym miejscem był ryneczek przed pizzerią a więc w samym centrum miasta.
Jak mówi Pan Mariusz –„ Chcieliśmy i wypromować naszą organizację i zainteresować mieszkańców historią.
A zainteresowanie było duże, nie tylko wojskową grochówką z prawdziwej kuchni polowej, ale także wiele osób chciało dotknąć lub przejechać się prawdziwym motocyklem z tamtych lat czy łazikiem, a i okazało się też ile prawdy jest w piosence - „ Ułani ułani malowane dzieci niejedna …”
Inscenizacja w rejonie dworca PKP miała również dużo uroku. Trzeba było widzieć zdziwienie na twarzach oczekujących pasażerów. Ogólnie wszystko to przyjęte zostało z dużą sympatią, ale jakże mogło być inaczej skoro spod daszku rogatywki zerkały oczy „Viki” (Wiktoria Pijewska).
Wśród tego wszystkiego, jak maszyna do podróżowania w czasie, stał „Błotniak”. Nie przemieszcza się on jednak w czasie lecz pod wodą. Pod wodą a nie w błocie – nazwa zgodna z tradycją pochodzi od ptaka błotniaka. W ten sposób nazywano polskie łodzie podwodne – nazwami ptaków.
Opowiadał o nim jego Twórca i pasjonat Pan Mariusz Szymański . A było komu. Wokół oryginalnego kształtu jednotonowej maszyny ciągle kręcili się ciekawscy. Można było dowiedzieć się m.in. jak powstał, jak jest napędzany, czym jest pokryty i do czego służą różne przyrządy w kabinie.
Na zakończenie żołnierze różnych formacji w zgodzie i ze śpiewem na ustach odwiedzili harcerski obóz nad Brdą. Mimo iż żar z nieba lał się potokami kalorii a pod hełmami, furażerkami i wojskowymi mundurami z chwili na chwilę tworzył się coraz bardziej specyficzny klimat dżungli amazońskiej, szczęśliwie wrócili do gościnnego domu Zbyszka Kabata, gdzie jego mama czekała już z sałatką, a grill i cień, i demobilizacja pozwoliły odpocząć oraz spokojnie pogadać o starych Polakach, Niemcach i karabinach.
Jan Kwiatoń

Gościmy tu na zaproszenie stowarzyszenia, o którym kilka słów opowie
Pan Mariusz Fryckowski – v-ce Prezesa Stowarzyszenia Miłośników Historii Borów Tucholskich „Historia i Pamięć”.
Cel stowarzyszenia zawarty (określony)jest w krótkim motto tej organizacji – „ocalić od zapomnienia”.
Pan Mariusz to wysoki uśmiechnięty mężczyzna. Posrebrzone siwizną skronie stwarzają wokół niego atmosferę sympatii i zaufania. Wyrósł w regionie, w którym mieszka, działa i - jak mówi - otaczająca go mistyka Borów Tucholskich wraz z burzliwą historią stwarzają romantyczny koktajl, którym chciałby poczęstować mieszkańców regionu...
Jest jednym z nielicznych w naszych czasach, którzy chcieliby podzielić się swoją wiedzą, i którzy nie mogą spać spokojnie póki nie odkryją przykrytych osadem czasu pamiątek wydarzeń, o których opowieści stworzą, że Bory Tucholskie nie tylko piękne a coraz ciekawsze być zaczną.
Los chciał, że przyjaciel Pana Mariusza – Pan Zbigniew Kabat – Tucholanin, obecny Prezes Stowarzyszenia miał takie same rozterki i kwestią niedługiego czasu było stwierdzenie, że już najwyższy czas aby coś zrobić.
Pierwsze spotkanie wyznaczyli w pizzerii „Verona”, które to miejsce do dzisiaj jest stałym miejscem spotkań powstałego stowarzyszenia. Było to 15 listopada 2008 r.
- „ Nie spodziewaliśmy się, że na pierwsze spotkanie przyjdzie tak dużo ludzi, i że w sposób zupełnie naturalny i spontaniczny nasz pomysł się urzeczywistni.
Okazało się, że wśród członków stowarzyszenia znalazły się osoby o różnych specjalnościach.
Jednak dla matematyków, fizyków, chemików, koniarzy, płetwonurków czy reprezentantów sportów ekstremalnych wspólnym mianownikiem jest historia regionu.
Dopiero podczas wspólnych działań w ramach stowarzyszenia zaczęliśmy się poznawać bliżej.
-„Pamiętam nasz pierwszy wyjazd do Sokola Kuźnicy. Po powrocie byliśmy już scementowani i - jak mi się wydaje - mocną, poważną a jednocześnie sympatyczną grupą.
Podczas tego wyjazdu znaleźliśmy zatopione fragmenty mostu Guderiana. Ta przygoda i sukces stały się przyczynkiem do planowania i realizacji następnych wypraw.
W miejscowości Mylof znaleźliśmy zatopione ruiny młyna wodnego. Teraz pracujemy nad dużym przedsięwzięciem mającym na celu odkrycie nieznanych wątków eksperymentalnego poligonu Wunderwaffe „Heidekraut” ( „Wrzos” ) w rejonie Wierzchucina. Zaplanowany cykl prac nad tym projektem trwać będzie ok 5 lat.
Słuchając opowieści o stowarzyszeniu, przed otwierającymi się ze zdziwienia oczami, jak zjawy sprzed ponad sześćdziesięciu lat przechodzą żołnierze różnych formacji polskich i niemieckich; oraz słychać charakterystyczny klang motocykli i warkot łazików z minionych czasów. Wszystko to było elementem Pierwszego Pikniku Historycznego zorganizowanego przez Stowarzyszenie, którego głównym miejscem był ryneczek przed pizzerią a więc w samym centrum miasta.
Jak mówi Pan Mariusz –„ Chcieliśmy i wypromować naszą organizację i zainteresować mieszkańców historią.
A zainteresowanie było duże, nie tylko wojskową grochówką z prawdziwej kuchni polowej, ale także wiele osób chciało dotknąć lub przejechać się prawdziwym motocyklem z tamtych lat czy łazikiem, a i okazało się też ile prawdy jest w piosence - „ Ułani ułani malowane dzieci niejedna …”
Inscenizacja w rejonie dworca PKP miała również dużo uroku. Trzeba było widzieć zdziwienie na twarzach oczekujących pasażerów. Ogólnie wszystko to przyjęte zostało z dużą sympatią, ale jakże mogło być inaczej skoro spod daszku rogatywki zerkały oczy „Viki” (Wiktoria Pijewska).
Wśród tego wszystkiego, jak maszyna do podróżowania w czasie, stał „Błotniak”. Nie przemieszcza się on jednak w czasie lecz pod wodą. Pod wodą a nie w błocie – nazwa zgodna z tradycją pochodzi od ptaka błotniaka. W ten sposób nazywano polskie łodzie podwodne – nazwami ptaków.
Opowiadał o nim jego Twórca i pasjonat Pan Mariusz Szymański . A było komu. Wokół oryginalnego kształtu jednotonowej maszyny ciągle kręcili się ciekawscy. Można było dowiedzieć się m.in. jak powstał, jak jest napędzany, czym jest pokryty i do czego służą różne przyrządy w kabinie.
Na zakończenie żołnierze różnych formacji w zgodzie i ze śpiewem na ustach odwiedzili harcerski obóz nad Brdą. Mimo iż żar z nieba lał się potokami kalorii a pod hełmami, furażerkami i wojskowymi mundurami z chwili na chwilę tworzył się coraz bardziej specyficzny klimat dżungli amazońskiej, szczęśliwie wrócili do gościnnego domu Zbyszka Kabata, gdzie jego mama czekała już z sałatką, a grill i cień, i demobilizacja pozwoliły odpocząć oraz spokojnie pogadać o starych Polakach, Niemcach i karabinach.
Jan Kwiatoń
Admin- Admin
- Liczba postów: 97
Join date: 30/01/2009

Permissions of this forum:
Nie możesz odpowiadać w tematach





